Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ja_poligraf{ia}. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ja_poligraf{ia}. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 czerwca 2023

Ja, poligraf{ia}: Real_crime_ dtp_print_and_spa

{czwartek_rano_dtp_print_and_spa}

fragmenty

Inspektor R: No to mamy wielką kupę… złomu. Co się tutaj do k… n… wydarzyło? Co to było? Maszyna jakaś? Złomowisko?

Inspektor B: Wszystkiego niebawem się dowiemy, panie inspektorze. Ale faktycznie, mamy tutaj kawał złomu. Jakbym mógł, to chętnie bym wywiózł to na złomowisko i dorobił sobie do marnej pensji.

Inspektor R: Te, Inspektor B., co sobie myślisz? Masz prestiżową robotę, ani mi się waż tutaj cokolwiek ruszać. Niech ci biedni nauczyciele sobie dorobią.

Inspektor G: Jacy tam oni biedni, się zgrywają tylko i tyle. Założę się, że palcem tego nie tkną, tego… czego. Cokolwiek to było. I tyle.

Inspektor R: No właśnie, cokolwiek to było, to się skończyło. Miał rację ten Poligraf K., że to nie będzie koniec. Wyczuł pismo nosem. Nam to dobrze nie wróży. Bo to może nie być koniec. Najpierw biblioteka, teraz to g…, nie wiadomo co, a miejsc do zniszczenia tutaj nie brakuje. Trzeba się brać ostro do pracy. Sprawdziliście monitoring, rozmawialiście z portierem?

Inspektor G: Jakim portierem? Oni wszyscy tutaj mają porąbane nazwy. Biblioteka to Kongregacja, a portier… to nie zgadniecie, jak tutaj się tytułuje. Nadfurtmistrz mianowany! I tyle wam powiem. Oni tutaj chyba za dużo książek się naczytali. Jak obłąkani się zachowują. Nie dziwię się, że takie dziwne rzeczy tutaj się dzieją. I tyle.


Inspektor R: Jak zwał, tak zwał, mianowany czy nie niemianowany. Rozmawialiście z nim?

Inspektor G: Nadfurtmistrz mianowany. Tak zwą tutaj. Jasne, że rozmawiałem. Ale jakie stanowisko, taka robota. Niczego nie widział, niczego nie słyszał. I tyle. Jak zwykle przyszedł do roboty na siódmą. Szkoła była zamknięta. Alarm włączony. Niczego podejrzanego. Tym bardziej, że akcja tym razem przeniosła się na trzecie piętro. Oni nazywają to trzecim levelem. Ponoć im wyższe piętro, tym większy poziom wtajemniczenia się tutaj osiąga. I tyle.

Inspektor R: Coraz ciekawiej się robi. Oni tutaj żyją jak w swojej bajce. Coraz ciekawsze nazwy, stanowiska. Jest tutaj coś normalnego? Klasy, uczniowie, tablice? Za chwilę się dowiemy, że w czasie remontu odkryli jakieś tajemne przejścia, a w lochach L. odbywają się jakieś tajemne rytuały. Co tu się odwala?

Cdn.

wtorek, 6 czerwca 2023

Ja, poligraf{ia}: dream _2

{dream _2}

Topiły się jak masło pozostawione na słońcu. Musiał uważać, by się nie poparzyć. Nie chciał także wywołać pożaru. Chciał tylko je roztopić. Zamienić w bezkształtną masę. Plamę bezużytecznego materiału. By nie mogły już służyć nikomu i niczemu. Niech spłoną na wieki. Ogień – parsknął – symbol życia i energii witalnej. Ale nie tutaj i nie teraz. Tego wieczoru był uosobieniem gwałtowności i grozy. Tak, ogniste emocje: miłość, nienawiść, pasja. Palił je z miłości. By doznały oczyszczenia. Miały być ofiarą całopalną. Jak zniszczenie Sodomy i Gomory. Bo mieszkańcy byli niegodziwi i rozpustni. Ogień ma być natchnieniem. Po to Neron podpalił Rzym, by z widoku płonącego miasta czerpać inspirację. By widok płonących na stosach chrześcijan, oskarżonych o podpalenie, był źródłem jego szaleństwa i opętania. Artysta. Ale on nie był szalony. Miał plan i musiał go zrealizować.

Ogień pracował. Brał jedną po drugiej i podkładał pod palnik. Trzymał przez szczypce tak długo, dopóki nie utraciły swoich wyrazistych kształtów. Kropla po kropli kapały na podłogę. To był ostatni moment. W szkole nie było jeszcze czujników przeciwpożarowych. Ale po remoncie już będą. Nie miał problemów, by wnieść butle i palniki do szkoły. Kręciło się tutaj tylu robotników, że nikt nie zwrócił na niego uwagi. Chociaż po akcji w bibliotece musiał być ostrożny. Szwendała się tutaj policja, a i pracowników było jakby więcej. Kiedy przechodził obok biblioteki, poczuł dreszcz emocji. Tam dokonał się pierwszy akt zniszczenia. I tam jako pierwsze nastąpi odrodzenie. Jak Feniks z popiołów.

Syknął! Swego zamyślenia omal nie przypłacił poparzeniem. Zbyt nisko opuścił dyszę palnika. Skarcił siebie w myślach. Musi się bardziej skoncentrować. By przez nieuwagę siebie nie oczyścić. Ogień – dar od bogów i dla bogów. W ceremoniach ofiarnych ogień miał spalić ofiarę i wyzwolić woń. Tyle mu ludzkość zawdzięcza. Jak na ironię, ogień posłużył do tego, by je stworzyć, a teraz służy do tego, by je zniszczyć. Historia zatoczyła koło.

Uśmiechnął się pod nosem. „Come on baby, light my fire, Come on baby, light my fire” – zanucił pod nosem wielki hit The Doors. Dawaj, mała, wznieć mój ogień. Spróbuj podpalić noc całą. Miał jednak nadzieję, że praca nie zajmie mu całej nocy. Ale było co robić. Sięgnął po kolejną. Obejrzał dokładnie. Arcydzieło. Wspaniała. Ciągle dostojna, ciągle chętna, mimo upływu czasu i doświadczenia życiowego. Jeszcze ta jedna i musi sobie zrobić przerwę.

Zgasił palnik i podniósł delikatnie roletę. Miasto spało. Cisza. Podjechała taksówka. Wysiadła z niej roześmiana para. Środek tygodnia nie był przeszkodą, by się dobrze zabawić. Czemu nie, ponoć żyje się raz. Ogień jest także symbolem namiętności, rozpalonej żądzy. Miłości. Pożądania. Jest seksualnością. Dziewczyna w czerwonej sukience spojrzała w jego kierunku. Czy coś dostrzegła? Czy zdradził go jakiś odblask? Nie, w sali było ciemno, a on też był ubrany na czarno. To ona była widoczna w tym ognistym stroju. Ognistym zapewne nastroju. Krótko przed ognistymi chwilami, których zapewne za chwilę miała zaznać.

Para zniknęła mu z oczu. Odpoczął chwilę. Pora wracać do pracy. Uruchomił palnik i znów działał jak w transie. „Fire” – krzyknął, jak Peter z Vadera. Fire, fire, fire! Zawsze chciał zrobić jakąś ciekawą grafikę opartą na motywie ognia. Ogień jako główny motyw. Sam ogień. Albo cyfrę z płomieni. Albo lecącego, płonącego ptaka. Płonącą książkę. To byłoby coś. Musi spróbować. Przypomniał sobie album o czterech żywiołach. Najbardziej podobała mu się część o ogniu. Wspaniałe zdjęcia. Do tego rozdziału się najbardziej przyłożył. Mówi się, że ogień wciąga. Coś w tym jest. Kiedyś, jak był na wycieczce w odlewni, przewodnik ostrzegał, że największym zagrożeniem nie są tony gorącego metalu, nie wysoka temperatura, nie ciężkie odlewy i wielkie machiny. Ale sam ogień. Ogień, który zdaje się wołać i przyciągać. Przestraszyli się. Kiedy na zajęciach laboratoryjnych odlewali ciekły, gorący metal do kokili, to tej mocy ognia aż tak mocno nie odczuwali. Ale tutaj, kiedy chodzili nad wielkimi kadziami z ciekłym metalem, wydawało im się, że ją odczuwają. Moc ognia. Moc ciekłego metalu.

A teraz on z pomocą ognia niszczył. Musiał jeszcze tylko zostawić znak. Wybrał te trzy. Tym razem trzy ocaleją. I poniosą przekaz.

A zecernia płonęła. 

Cdn.

wtorek, 30 maja 2023

Ja, poligraf{ia}: {real_crime_library}

 {dialog 1_środa_rano_graphic’s_not_dead_park}

fragmenty

Inspektor R: A więc to jest ten słynny pan K…

Poligraf K: Co pan rozumie pod pojęciem słynny? To, że za życia będę klepał biedę, a po mojej śmierci ktoś sobie o mnie przypomni i nagle stwierdzi, że K. cudownym artystą był? I zarobi po moim trupie kupę szmalu. Czy ma pan na myśli youtubera błagającego o kolejne lajki        i subskrypcje? Czy lokalną gwiazdę telewizyjnej społeczności? Od razu panu odpowiem, że nie mieszczę się w żadnej z tych kategorii. Nie będę sławny za życia i na wiecznym odpocznieniu też mi to nie grozi. Nie mam konta na żadnym portalu społecznościowym i póki światła w pokoju nie trzeba włączać przez FB, to nie zamierzam zakładać. Nie jestem osobą, która daje się lubić. A telewizji nie oglądam, a co dopiero w niej występować. Czy nadal jestem słynnym panem K?

Inspektor R: A jakże. Wszystkie osoby, z którymi rozmawiałem w tej szkole, wskazały na pana.

Poligraf K: W jakim sensie?

Inspektor R: Takim, że okoliczności zdarzenia w bibliotece jednoznacznie wskazują na pana.

Poligraf K: Że niby to ja zrobiłem? I tak już osądzili ludzie L.?

Inspektor R: Tak właśnie jest. Zróbmy mały test. Co pan na to?

Poligraf K: Test? Dobrze, aczkolwiek test nie jest najlepszą formą sprawdzania wiedzy. Osoby, które zdają testy bardzo dobrze, często nie potrafią odpowiedzieć na pytania dotyczące tematyki testu. Ludzie uczą się tylko do testu. Ale dobrze, spróbujmy.

Inspektor R: Czy lubi pan Umberta Eco?

Poligraf K: Kocham.

Inspektor R: Czy czytał pan „Imię róży”?

Poligraf K: Lubię.

Inspektor R: Znany jest panu jego wykład „O bibliotece”?

Poligraf K: Szanuję.

Inspektor R: Jak pan wspaniale odpowiada. Teraz muszę tak zadać pytania, by nie przerywać tej wyliczanki. To może tak. Chętnie pozbyłby się pan biblioteki ze szkoły, by było miejsce na nową pracownię graficzną?

Poligraf K: Nie chcę.

Inspektor R: O proszę, udało się. Teraz będzie naprawdę trudno. Nie dba pan o dobre imię?

Poligraf K: Nie dbam.

Inspektor R: I teraz happy end. Pan doprowadził do zniszczenia biblioteki.

Poligraf K: Pan żartuje. Dobrze, zabawa skończona. Traci pan swój bezcenny czas, w jakim celu? Faktycznie zmierza pan do tego, że to ja skatowałem książki?

Inspektor R: Podsumujmy test. Gratuluję, jesteś sprawcą. Dokładnie znasz prace Umberta Eco. Czytałeś jego książki, w tym „Imię róży”  i „O bibliotece”. Zatem jesteś osobą, która wzorując się na bohaterach powieści „Imię róży”, chciałby doprowadzić do zniszczenia biblioteki. By poczuć się jak bohater powieści.

Poligraf K: W tym pana rozwiązaniu L.testu są duże dziury. Po pierwsze, jestem miłośnikiem książek. Dobrze, może stary pomarszczony Jorge też był. Tu punkt dla pana. Ale już absolutnie nie mam takich poglądów, które prowadziłyby do ukrywania lub niszczenia książek. No, ale pan może powiedzieć, że nigdy takich poglądów nie ujawniłem. Zatem niech będzie remis. Biblioteki nie zniszczyłem. Nie mam takiej fizycznej mocy sprawczej. Posiekać tyle książek na kawałki – to ponad moje siły. Punkt dla mnie. Kolejny punkt – w tym czasie byłem w domu z rodziną. Nie wyszedłem na nocny spacer z psem ani do kiosku po papierosy, ani na nocną przygodę. W domu  od dechy do dechy. Zatem zabawa skończona. K. nie jest sprawcą. Czy ma pan coś jeszcze do dodania, czy możemy się już pożegnać?

Inspektor R: Tak szybko? Ależ byłbym rozczarowany. Jednak ma pan rację. To się kupy nie trzyma, dlatego zmieńmy charakter rozmowy na mniej napastliwy.

Poligraf K: Jak na razie gra toczyła się do jednej bramki. Bezsensowne insynuacje, które nie wiem czemu miały służyć. Proszę mi zaprezentować, jak wygląda inny rodzaj rozmowy.

Inspektor R: Uraziłem pana? Przepraszam, nie miałem zamiaru. Nie zdałem testu. Jedynka. Powtarzanie klasy. Tak się to tutaj odbywa?

Poligraf K: Żegnam pana, poligrafia czeka. Nie mam zamiaru tracić czasu na te bzdety. Kurczę, poziom tego śledztwa jest niezmiernie żałosny.

Inspektor R: Niech pan jeszcze chwilę zostanie. Przecież zależy panu na znalezieniu sprawcy. Zniszczył pana kochaną bibliotekę.

Poligraf K: Zniszczył bibliotekę. Cały księgozbiór. To jest w tym najważniejsze.

Inspektor R: Jak pan myśli, dlaczego?

Poligraf K: Nie myślę. Nie ogarniam. Nie wiem. Może dlatego, że w bibliotece nie ma toalety? Albo nie można pić coli?

Inspektor R: Właśnie. Zgodnie z tym co napisał Eco?

Poligraf K: Możliwe. W jakimś celu ten traktat o bibliotece tam się pojawił. Bardzo oryginalny sposób, by dać do zrozumienia, jaka powinna być biblioteka. Zniszczyć wszystko, by potem odbudować od zera. Na nowych zasadach. Niezwykłe.

Inspektor R: Zgadza się pan z Eco?

Poligraf K: W temacie biblioteki? Tak. Biblioteka powinna być tzw. domem kultury. Wypożyczanie książek, kultura, sztuka powinny być blisko siebie. Kawiarnia i toaleta też powinny być gdzieś pod pęcherzem. Miałem na myśli pod ręką. To znaczy w pobliżu. Może nie między regałami, a w zasięgu. Książka to potęga. Tysiące książek to ogromna, niezwykła energia. Dobra energia. Na pewno już pan wie, że nazwałem naszą bibliotekę Kongregacją do spraw Ksiąg i Wolnych Umysłów. Tak właśnie to sobie wyobrażam. Zgromadzenie książek, pośród których umysły czują się prawdziwie wolne. Miejsce swobodnego przepływu myśli. Idei. Biblioteka – miejsce na wzór kamienia filozoficznego dla alchemików czy Świętego Graala dla poszukiwaczy przygód. Biblioteka to nie bezpieka – czuj się swobodnie, zachowuj godnie!

Inspektor R: Ładnie. Czy biblioteki w naszych czasach faktycznie są potrzebne? Przecież wszystko jest dostępne na wyciągnięcie ręki. W telefonie. W internecie. Po co te masy papieru, kurzu?

Poligraf K: To może pan zniszczył bibliotekę? Takie poglądy idealnie pasują do tego, co się tutaj wydarzyło. Przeczytam panu, co napisałem o bibliotece jakiś czas temu. Jest pan sam, bez partnera, więc tym bardziej przeczytam, skoro nie ma tego partnera od czytania…

Inspektor R: Oj, oj, co za riposta. Chętnie pana posłucham.

Cdn.

poniedziałek, 13 lutego 2023

Ja, poligraf{ia}: {real_crime_library}

{dialog 2_wtorek_przedpołudnie_biblioteka}

fragmenty

Bibliotekarka R: Jestem w szoku. Wszystko kompletnie zniszczone. Nie wiem, co powiedzieć. Nie wiem, od czego zacząć. Co tu się wydarzyło? Komu te książki przeszkadzały?

Inspektor R: To jest dobre pytanie. O to też chcemy panią zapytać. Ale po kolei. Kiedy była pani ostatni raz w bibliotece?

Bibliotekarka R: W zeszły piątek. Zabezpieczyłam wszystkie książki przed remontem. Wszystko zostało poukładane i zafoliowane. Przed takim remontem musieliśmy to zrobić. Kurz i brud bardzo trudno z książek usunąć.

Inspektor R: Kto pani pomagał?

Bibliotekarka R: Moje koleżanki z biblioteki. Bibliotekarka I i Bibliotekarka P. Biblioteka jest duża, mamy tutaj co robić. Ale teraz to nie wiem, co my tutaj zrobimy. Wszystkie książki zniszczone… Nadal to do mnie nie dociera.

Inspektor R: Właśnie. Czy myśli pani, że mógł to zrobić ktoś, kto miał problemy z biblioteką? Nie zwrócił wypożyczonych książek lub nie mógł wypożyczyć książek z jakiegoś powodu? Albo żywił do pani jakąś urazę? Jakiś nauczyciel lub uczeń?

Bibliotekarka R: Teraz pan mówi, jakbyśmy byli na miejscu zabójstwa. To tylko biblioteka. Mamy tutaj tylko książki. I to nie jest księgozbiór taki jak w Bibliotece Raczyńskich. Nie ma ksiąg bezcennych i ksiąg zakazanych. Tutaj są tylko podręczniki, lektury, trochę książek zawodowych i literatura piękna. Trudno mi sobie wyobrazić, że z powodu nieoddanej książki ktoś mógłby dokonać takiej demolki. Ale może się mylę, bo jednak ktoś to zrobił…

Inspektor R: Mimo to poproszę, by przygotowała Pani spis osób, które zalegały ostatnio ze zwrotem wypożyczonych książek. A jakieś konflikty, groźby?

Bibliotekarka R: Absolutnie nie. Do biblioteki raczej nie trafiają dzieciaki negatywnie nastawione. A już na pewno nie takie, które byłyby zdolne do takich czynów.

Inspektor R: A nauczyciele, inni pracownicy szkoły?

Bibliotekarka R: To wspaniała szkoła. Tutaj pracują pasjonaci. Zawodowcy. Oni tworzą tę szkołę, dają jej życie. Często sami przynoszą do szkoły różne materiały, narzędzia, sprzęty. Załatwiają różne rzeczy.

Inspektor R: A jednak znalazł się ktoś, kto to wszystko rozwalił. I zadał sobie niemało trudu.

Bibliotekarka R: Ma pan jakieś dowody, że ktoś ze społeczności szkolnej?

Inspektor R: Dowodów nie mam, ale od czegoś trzeba zacząć. A może ktoś coś ukrywał między regałami? Narkotyki?

c.d.n.

poniedziałek, 6 lutego 2023

Ja, poligraf{ia}: {real_crime_library}

{dialog 1_wtorek_rano_biblioteka}

fragmenty

Inspektor R: Mamy kilka tysięcy poszatkowanych… Biblioteka została kompletnie zdemolowana. A dokładniej mówiąc, wszystkie książki, które się tutaj znajdowały. Zostały pocięte w drobny mak za pomocą jakiegoś superostrego narzędzia, gdyż nawet książki w twardych okładkach nie oparły się niszczycielskiej sile.

Inspektor G: Znaleźliśmy jednak jedną książkę, której sprawca nie przerobił na miazgę. To właściwie książeczka autorstwa Umberta Eco – „O bibliotece”. Wygląda mi to na znak zostawiony przez przestępcę. Bo skoro zniszczył kilka tysięcy książek, to wydaje mi się mało prawdopodobne, by przeoczył właśnie tę jedną. Jak kryminalni zdejmą odciski palców, to przyjrzymy się jej bliżej. I tyle.

Inspektor R: Zostawił znak? To niezbyt dobrze wróży. Bo to oznaczałoby zaplanowany akt wandalizmu. Jakiegoś wariata, który wyżył się na książkach. Chyba że tutaj nie o same książki chodzi, tylko, strzelam, konflikt ze szkołą, bibliotekarkami czy diabli wiedzą co jeszcze.

Inspektor B: Ustaliłem fakty, panie inspektorze. W szkole, jak wiemy, trwa remont i kręci się tutaj dużo więcej osób niezwiązanych ze szkołą niż normalnie. Są wakacje, ale ruch tutaj jest duży. Poza tym trwa rekrutacja i pojawia się wiele nowych osób. Ale te chyba możemy wykluczyć, bo po co miałyby demolować bibliotekę szkoły, do której mają chodzić?

Inspektor G: A dla zasady, i tyle. Zresztą rekrutacja mogła posłużyć jako pretekst do dostania się do szkoły. Dlatego nie możemy nikogo wykluczyć i trzeba sprawdzić wszystkich, którzy wczoraj byli w szkole. I tyle.

Inspektor B: Zobaczymy, na ile da się to ustalić, bo nie odnotowuje się osób, które wchodzą do szkoły. Tak naprawdę w tych warunkach wejść może tutaj każdy. Wejściem przez portiernię od strony D. i od strony boiska. W roku szkolnym drzwi są zamknięte i wszelkie wejścia są odnotowane w zeszycie gości.

Inspektor R: A monitoring działa? W każdej szkole są teraz kamery. Pytanie, na ile jest sprawny i czy w czasie wakacji funkcjonuje. Sprawdźcie to.

Inspektor B: Tak, panie inspektorze. Wiemy już, że szkoła została wczoraj zamknięta około dziewiętnastej. Sama biblioteka była otwarta, bo tam też trwa remont, i nikt nie odnotował zwrotu kluczy. Natomiast pobrał je jeden z robotników. Przez kilka godzin trwały tam roboty. Wierzcie mi, to nie są ludzie, którzy interesowaliby się książkami.

Inspektor R: Ale oczywiście musicie ich dokładnie przesłuchać. Wszystkich, którzy tam pracowali. Może się okazać, że to im odbiła palma. Albo zrobili jakiś głupi zakład, albo zawody. Zbiorowa rzeź książek. Nic nie jest w stanie mnie dzisiaj zadziwić. Co dalej?

Inspektor B: W szkole był załączony alarm, ale jak się domyślacie, w bibliotece czujka nie działa. Przypuszczalnie nasz książkożerca został w szkole na noc, spokojnie pozarzynał książki i rano wyślizgnął się, kiedy zaczął się normalny ruch. Mógł też dostać się do biblioteki przez okno – nie ma krat, bo dopiero co zamontowano nowe okna. Możliwe, że ktoś nie zamknął okna i ułatwił sprawcy wejście z rusztowania. A może był w zmowie ze sprawcą…

Inspektor R: Czy oprócz masakry książek coś jeszcze zostało zniszczone? Coś skradziono? Może książki to tylko zasłona dymna?

Inspektor G: Tego nie wiemy, bo są wakacje i nikt nie wchodzi do sal. Sprawdzimy wszystkie po kolei. Ale nie sądzę, by czekały na nas jakieś niespodzianki.

Inspektor R: Dajcie tylko znać, jak pojawi się bibliotekarka. I, jak już będzie można, przynieście tę książkę, której wandal nie pociął.

Inspektor G: Albo wandalka, albo wandale. Tego nie wiemy. I tyle.

c.d.n.

wtorek, 31 stycznia 2023

Ja, poligraf{ia}: {dream _1}

 In a dream

 

I'm climbing the clouds

I touch a subdued sky

With my bare hands

 

In a dream

 

Let me drag you through my world

My kingdom for your thoughts

What is in your mind

 

When the night is to rouse your desires

In a dream

And the wind of darkness whispers

In a dream

Be prepared to leave your reality

In a dream

Wake up to a game called life

In a dream

 

In a dream

 

I stand naked on a hill

I am looking down at me

Trying to touch my cold skin

 

In a dream

 

In a pool of blood

Evil is as pure as…

 

Tiamat [In a Dream]




{dream _1}

Skalpel lśnił w słońcu. Nie był jedynym zabranym na tę niecodzienną akcję. Gdyby jeden zawiódł, złamał się, stępił lub po prostu wpadł gdzieś podczas dzieła zniszczenia, zamieniłby go na inne. Bracia i siostry w ostrości – dopowiedział sobie w myślach.

Był gotowy. Był na miejscu. Tu i teraz. Napięcie sięgało zenitu. Jak na razie wszystko szło jak po maśle. W tym remontowym zamieszaniu nikt nie zwrócił na niego uwagi. Drzwi do sali były otwarte. Tutaj także trwały prace. Zamknął je od środka. Było już popołudnie. Dzisiaj raczej nikt już tutaj nie zajrzy. A zatem miał czas. Dużo czasu. Nie musiał się spieszyć, by dokonać swego dzieła.

Nałożył rękawiczki. Wyjął narzędzia. Skalpel. Klasyczne, piękne narzędzie, które stworzono po to, by ciąć. Skóra pod takim ostrzem gładko ustępuje. Powstaje piękne rozcięcie, przez które można dostać się do wnętrza ciała. A w tym wnętrzu można ciąć kolejne narządy. Aż do osiągnięcia zamierzonego celu. Właśnie, ten cel był tutaj istotą całego działania. Rozciąć, usunąć, naprawić, a potem zszyć. Czy rozciąć i zostawić, by ciało wykrwawiło się na śmierć? Rozciąć, by odciąć, by zranić, by zadać ból? Tak, to zależy, w czyim ręku pracował skalpel.

Czy projektant tego właśnie skalpela przewidział, że posłuży on temu niecnemu celowi? Nie przewidział, bo musiałby być niezwykłym wizjonerem. Nikt tego nie przewidział. Nawet on sam nie przewidział, że kiedyś, uzbrojony w to narzędzie, wykorzysta je, by zranić, by zadać ból. By dokonać aktu zniszczenia.

Zabrał się do operacji. Na początku wykonywał precyzyjne, chirurgiczne cięcia. A one poddawały mu się biernie, nie stawiając oporu. Jak chrześcijanie prowadzeni na rzeź podczas rzymskich igrzysk. Pokorne i ciche. A on rozszarpywał i rozrzucał ich ciała po całym wnętrzu. Nieśmiałość i dokładność ustąpiły. Rozochocony brakiem jakiegokolwiek oporu działał teraz jak w amoku. Jak żołnierz w ferworze walki. Bij, zabij! Adrenalina uderzyła mu do głowy. Walczył teraz jak lew z nieszkodliwym wrogiem i targał jego wnętrznościami.

Nie spoczął, dopóki przy nie unicestwił wszystkich. Wszystkich poza jedną, którą postanowił oszczędzić. Niech będzie świadkiem tego, co tutaj się wydarzyło. Niech będzie hymnem jego zwycięstwa. Niech jak chór w greckiej tragedii opowie o kaźni, której dokonał. I będzie zapowiedzią kolejnych wydarzeń. Dopóki sprawiedliwości nie stanie zadość.

Ochłonął. Wrócił do rzeczywistości. Zastanowił się, czy nikt go nie usłyszał. Gdyby tak było, z pewnością już by o tym wiedział. Zostałaby odkryta jego zbrodnia, a on musiałby popełnić kolejną. Czy byłby do tego zdolny? Czy skrzywdziłby niewinne osoby? Wolał nie sprawdzać, jak zachowałby się w takiej sytuacji. Nie chciał tego. I w głębi duszy poczuł ulgę. Wszędzie panowała cisza. Martwa cisza, jaka panuje nad polem kaźni po bitwie.

Przypomniał sobie o świadku, który uniknął rzezi. Ujął go w swoje dłonie. Jak pozostałe, nieświadomy wyzwolenia, nie błagał o litość. Pora go napiętnować. Niech do końca swoich dni nosi ślad, który będzie mu przypominał ten dzień. Niech będzie ostrzeżeniem dla wszystkich, którzy odkryją tę zbrodnię. Niech będzie świadectwem. Zagadką. Wyzwaniem. Wyjął stosowne narzędzia z plecaka i pozostawił trwały ślad na ciele tego, któremu oszczędził okrutnego losu.

Dzieło zostało wykonane. Teraz pozostało tylko się stąd wydostać. Musiał poczekać, aż znów zacznie się zgiełk dnia i wtedy, przez nikogo niezauważony, ucieknie. A póki co mógł odpocząć. Już zupełnie odprężony zrobił sobie miejsce na podłodze. Położył się i zmęczony tym ogromnym wysiłkiem zasnął natychmiast.

A biblioteka krwawiła… 

c.d.n.

środa, 25 stycznia 2023

Ja, poligraf{ia}. RIP_fiction story

Uwaga, nadchodzi!

Surrealistyczny, postapokaliptyczny, turbopunk, urban, RIP-fiction story psychothriller poligraficzny: z przymrużeniem RIPa futurystyczny, psychopatyczny driller killer świat i techno barbarzyństwo w poRIPanym wymiarze.

Wszystkie wydarzenia, miejsca i postaci tutaj przedstawione są fikcyjne albo nie. Nie można tego z całą pewnością stwierdzić.

{Personnel}


Dreamer

Inspektor R

Inspektor G

Inspektor B

Bibliotekarka R

Bibliotekarka I

Bibliotekarka P

Poligraf C

Poligraf M

Poligraf Y

Poligraf K


Premiera już wkrótce! 

Archipelag druków

Tym razem DTPzine wypływa z Portu Wydawniczego, gdzie każdy druk ma swoje miejsce: periodyki pulsują jak żywe porty, dzieła wznoszą się jak ...