W tym numerze DTPzine frez nie tylko tnie papier. On tnie rzeczywistość. Tnie przeszłość. Tnie duszę. I robi to z chirurgiczną precyzją, jakby był częścią apokaliptycznej maszyny z okładki [Doomsday Machine] Arch Enemy [Music]. A przecież to tylko introligatorski frez — niepozorny stalowy bohater, który w programie Impozycjoner dostaje własny margines [Graphic]. 3–5 mm czystej introligatorskiej troski. Bo bez frezu tekst może wjechać w grzbiet i zniknąć, jak wspomnienia Lucyny [Book].
Bo frez to nie tylko narzędzie. To stan umysłu. To filozofia. To rytuał. W introligatorni frezowanie grzbietu to jak egzorcyzm — usuwanie warstwy farby, papieru, złych wspomnień. Mechaniczne ścieranie przeszłości, by klej mógł głębiej wniknąć. By książka trzymała się mocniej. By trauma nie rozpadła się przy pierwszym czytaniu.
Ha! O do freza! DTPzine został zakręcony przez freza, że plecie takie łubudubu? Niech żyje frez naszego klubu, by zacytować klasyka. Ten numer DTPzine jest doomowy. Jest techniczny. Jest emocjonalny. Łączy świat introligatorskich freaków z psychologiczną refleksją i metalową precyzją. Bo czas nie leczy ran, jeśli nie ma odpowiedzi. A frez — choć tnie precyzyjnie — nie zawsze dociera do sedna. Czasem trzeba czegoś delikatniejszego. Jak frezja. Albo prawda. Hihi...
Dlaczego introligator nie lubi chodzić do fryzjera? Bo jak słyszy [podciąć grzbiet], to od razu myśli o książce!
Więcej w papierowej wersji DTPzine lub dtpzine@zsz6.poznan.pl
z graficznym pokręceniem / kropatzevsky_rip_art















