wtorek, 8 września 2026

O tym, że możesz żyć po swojemu i to jest ok

Wyobraź sobie poradnik, który nie gada do ciebie jak stary wujek na imieninach, tylko jak ziomek z ławki, który ogarnia życie i chce ci podrzucić parę protipów, żebyś nie zgubił się w tym całym dorastaniu. To właśnie vibe książki Mikołaja Marceli. A kim jest ten człowiek, że tak mądrze gada? A to taki typ, który: jest doktorem nauk humanistycznych, pisze książki o edukacji, dorastaniu i tym, jak szkoła potrafi człowieka wykończyć, a jednocześnie ma vibe gościa, który rozumie, że młodzi ludzie nie są [problemem], tylko system jest. W skrócie: naukowiec, ale nie sztywniak. Człowiek, który serio kuma, że nastolatek to nie [niedorosły dorosły], tylko osobny gatunek z własnym mózgiem, emocjami i światem. 



O tym mózgu, jego dojrzewaniu i funkcjonowaniu dużo jest w tej książce. Ale spoko, nie ma tutaj sekcji zwłok i naukowego bełkotu. Książka jest pełna przykładów z życia, historii, które brzmią jak rozmowy z kumplami po lekcjach, obalania mitów, które dorośli powtarzają od lat [szkoła to najlepszy czas w życiu — no jasne…], i praktycznych wskazówek, jak nie zwariować, kiedy wszyscy czegoś od ciebie chcą. To trochę jakby ktoś wziął twoje myśli, które masz o 2:00 w nocy, i powiedział: [Spoko, to normalne. I da się z tym żyć]. Dodatkowo książka jest super pod względem graficznym, bo sprawia wrażenie zeszytu z naklejkami, zinowego poradnika [a DTPzine to lubi przecież] i młodzieżowego magazynu, który nie boi się kolorów. Ważniejsze fragmenty są w dymkach, kolorem i wyboldowane. Okładka jest energetyczna, trochę krzykliwa, trochę memiczna — idealnie pod temat, bo dorastanie to chaos, kolizja bodźców i emocjonalny rollercoaster. Podsumowując, książka ta nie udaje, że dorastanie jest łatwe, nie wciska kitu, że [wystarczy się postarać], nie moralizuje, a jednocześnie daje narzędzia, żeby ogarnąć siebie i świat. 

To taki survival guide dla nastolatków, tylko bez patosu — bardziej jak rozmowa z kimś, kto już przeszedł tę grę i daje ci mapę z sekretami. Takie lelewelskie klimaty, bo tutaj jest świat nastolatków, a ten DTPzine daję tobie mapę jak się w nim odnaleźć. Ha, zero ściemy, zero [musisz], dużo [możesz]. Hi, hi..



Więcej, dokładniej w papierowej wersji DTPzine lub dtpzine@zsz6.poznan.pl

z graficznym pokręceniem / kropatzevsky_rip_art

wtorek, 1 września 2026

Szkolna nostalgia w dwóch minutach i spacer z Suzy Lee

W [Book] Lelewel jawi nam się jako szkoła, w której uczeń znajduje zrozumienie i dobrze się czuje. Phi, tylko gatka? Niemożliwe? A możliwe, bo szkoła to faktycznie przestrzeń pierwszych przyjaźni, mikro‑przygód i małych rytuałów, które pamięta się całe życie. I, uwaga, śpiewa o tym dość hałaśliwy zespół czyli The White Stripes, a piosenka nosi tytuł [We’re Going to Be Friends]. No, no... 



W świecie, w którym The White Stripes kojarzą się głównie z brudnym garażowym hałasem, czerwono‑białą estetyką i riffami, które potrafią roznieść pół osiedla, [We’re Going to Be Friends] brzmi jak list znaleziony w starym zeszycie w kratkę. Zero przesterów, zero perkusyjnych wybuchów Meg — tylko Jack White i jego akustyk, nagi jak szkolny korytarz o siódmej rano. Tak, sprawdźcie ile w Lelewelu jest osób o tej godzinie. O czym jest ta piosenka? Jack White wciela się w narratora‑dzieciaka, który zaczyna nowy rok szkolny i poznaje Suzy Lee — postać przewijającą się w twórczości zespołu od debiutu. Tekst opowiada o codziennych rytuałach jak: nowe buty, droga do szkoły, robaki w trawie, cisza poranka. Zero ironii, zero cynizmu — co Jack podkreślał, bo bał się, że branża uzna to za żart. A to czysta nostalgia, taka, która pachnie kredą i jesienią. Ta piosenka mogłaby lecieć w szkolnym radiowęźle, gdyby operującymi nim uczniowie mieli dobry gust. Utwór pochodzi z albumu [White Blood Cells] wydanego w 2001 roku. Mądrzy ludzie mówią, że to jedna z najważniejszych płyt wczesnych lat 2000. To właśnie na niej duet z Detroit udowodnił, że minimalizm może być potężniejszy niż cała orkiestra. A jednak wśród garażowych petard znalazło się miejsce na dwuminutową miniaturę o szkolnej przyjaźni — folkową, dziecięcą, niemal kołysankową. Choć nie był to hit radiowy, [We’re Going to Be Friends] stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych [cichych] momentów w dyskografii zespołu. Krytycy doceniali kontrast wobec reszty albumu i szczerość, która nie potrzebuje rockowej otoczki. Utwór trafił do filmów, seriali i playlist z serii [back to school], a fani często wskazują go jako jedną z najbardziej wzruszających kompozycji Jacka. Tak, cała szkolna nostalgia w dwóch minutach, piosenka która pachnie kredą. Pachnie i Lelewel.



Więcej, dokładniej w papierowej wersji DTPzine lub dtpzine@zsz6.poznan.pl

z graficznym pokręceniem / kropatzevsky_rip_art

wtorek, 25 sierpnia 2026

Dziara goni dziarę, czy ta moda jest za karę?

Twelfth episode of the RIPped graFIK saga. Now… what was I gonna say? Oh right — the story of a graphic designer who escaped to a lake. Nope, not online. Sure, firing up Google Maps would’ve been easier — teleporting straight into some dreamy spot with azure water, velvet sand, lush green all around… But online fantasies stop being fantasies the moment you click.


Specjalnie na światowy dzień optymisty. Dwunasty felieton z cyklu RIPniętego graFIKA. O czym to ja miałem powiedzieć? A o tym jak grafik pojechał nad jezioro. Nie, nie online. Wiem, pewnie byłoby łatwiej odpalić Google Maps i przenieść się na urocze miejsce z lazurową wodą, aksamitnym piaskiem, bujną zielenią... Marzenia ściętej głowy online przestają być marzeniami.


całość: https://youtu.be/8u3uLBe84Fc



Z RIPownika podstrzałego grafIKA 1

prof. dr zRIPowany Kropaczewski SzymON


czytają: Bogdan Żyłkowski i Karina Danielewicz

nagrania: Paweł Wódczyński

miks i mastering: Radosław Garbarek

kartkowanie: kropatzevsky_rip_art

postprodukcja: kropatzevsky_rip_art


z graficznym pokręceniem kropatzevsky_rip_art


wtorek, 18 sierpnia 2026

Najlepsze miejsce do czytania!

 Dużo dobrej literatury, wielkie naleśniki, i co najważniejsze, góry!





z graficznym pokręceniem
kropatzevsky_rip_art

wtorek, 4 sierpnia 2026

Mokuhanga [po polsku drzeworyt japoński

Mokuhanga (po polsku drzeworyt japoński) w swej podstawowej formie jest drzeworytem wzdłużnym. Różni się od drzeworytu zachodniego rodzajem stosowanej farby… więc niewielka ta różnica? No ale… ze względu na inne cechy farby, znaczna część procesu tworzenia mokuhanga różni się od jego zachodniej odmiany. Jakie są te różnice? Aż mnie korci, aby napisać królewską frazę „to zależy”… ale postaram się to uprościć — więc od razu zaznaczam, że nie opiszę wszystkich przypadków, a raczej przedstawię uproszczony opis.

Jacek Macha Machowski / machy.pl / @machawisznu




Ha! To jest dopiero niezwykły DTPzine. Dosłownie niezwykły. Nie jakiś tam drewniany. Hi hi. Bo drzeworytem robiony. Takim naprawdę drzeworytem. Przez mistrza drzeworytów japońskich wykonany, nie wierzycie, patrzcie na [Poster]. I podziwiajcie. Jacek Machowski [@machawisznu] wykonał to cudo własnymi rękami i narzędziami. Tak, ten numer DTPzine unikatowy jest, jeszcze bardziej analogowy niż normalnie.

Nakład limitowany i numerowany, nie do podrobienia. Enjoy!



Więcej, dokładniej, a przede wszystkim z drzeworytem w papierowej wersji DTPzine lub dtpzine@zsz6.poznan.pl

z graficznym pokręceniem / kropatzevsky_rip_art







wtorek, 28 lipca 2026

DTPzine, który trzymasz w ręce jest to swoistym unikatem!!!

Tym razem trochę mniej typowy DTPzine :) Grafika ma wiele twarzy: wydawnicza, cyfrowa, packing, akcydensowa,… a jedna z jej gałęzi jest grafika warsztatowa. Można by rzec, że to „pra-grafika” — lecz byłoby to nieprawdą ;P Ta dziedzina jest cały czas praktykowana i rozwijana głównie w dziedzinie artystycznej choć nie zawsze.



W ramach szerzenia wiedzy z różnych zakamarków graficznego świata podjęliśmy współprace z Jackiem Machowskim [Instagram: @machawisznu], który napisał tekst do tego numeru… ale również wykonał drzeworyt zawarty w tym DTPzine :) Każdy z egzemplarzy jest wydrukowany ręcznie. Więc ten zin której trzymasz w ręce jest to swoistym unikatem. Jacek prowadzi zajęcia na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Rzeszowskiego. Poza tym organizuje warsztaty z drzeworytu japońskiego [mokuhanga], które, jak niektórzy mogą pamiętać, odbyły się i w naszej szkole. Technika ta, mimo ogromnej rozpoznawalności, jest stosunkowo rzadko wykorzystywana w Polsce.




Tak, ten numer DTPzine jest unikatowy, jeszcze bardziej analogowy niż normalnie, stąd też każdy ma przydzielony nakład (tradycyjny sposób numerowania druków artystycznych). Oryginalnych DTPzine powstało zaledwie 200 szt., a w Twoich rękach jest… sprawdź numer pod drzeworytem. Nakład zapisuje się w formie ułamka, gdzie pierwsza liczba (licznik) określa numer odbitki (wydruku), a po kresce ukośnej (ułamkowej) zapisuje się, ile oryginalnych prac powstało (mianownik). Pierwsze grafiki nie posiadały nakładu, a nawet często nie były sygnowane przez autorów. W Europie od XVI wieku regułą stało się sygnowanie dzieł. Artysta grafik umieszczał na rycinie swe nazwisko (rytując litery na matrycy). Z czasem kolekcjonowanie grafik stało się bardzo popularne, a odbiorcy (kolekcjonerzy) zaczęli interesować się, ile wydruków powstało z danej pracy.

Więcej, dokładniej, a przede wszystkim z drzeworytem w papierowej wersji DTPzine lub dtpzine@zsz6.poznan.pl

z graficznym pokręceniem / kropatzevsky_rip_art








O tym, że możesz żyć po swojemu i to jest ok

Wyobraź sobie poradnik, który nie gada do ciebie jak stary wujek na imieninach, tylko jak ziomek z ławki, który ogarnia życie i chce ci podr...