wtorek, 11 lipca 2023

Dziara goni dziarę, czy ta moda jest za karę?

 O czym to ja miałem powiedzieć? A, już wiem. Teraz opowiem Wam o tym, jak grafik pojechał nad jezioro. Nie, nie online. Wiem, pewnie byłoby łatwiej odpalić Google Maps i przenieść się na urocze miejsce z lazurową wodą, aksamitnym piaskiem, bujną zielenią... Marzenia ściętej głowy online przestają być marzeniami. Ale pozostają tylko online. Bez efektów 6D - dotyku, zapachu... Grafik zatem oderwał się od swojego siedziska i pojechał nad jezioro. Prawdziwe. Z wody i piasku. I tu was zagiąłem.

Ten grafik nad tym jeziorem nawet znalazł miejsce, by rozłożyć koc. Taki wypasiony, termiczny, łatwo składalny. Z interesującą grafiką - wzorem łowickim na czarnym tle. Doskonały układ roślinny narysowany wektorem. Bajeczne kolory. Równiutkie krzywe. Dobra robota kolegi po fachu, ale nie o tym miało być.

Tenże sam grafik przymierzył się do zrzucenia z siebie rzeczy, bo w temperaturze pod trzydziestkę jakoś nie wypadało siedzieć w tych wypasionych, dizajnerskich ciuchach. Wiadomo, grafik sam sobie projektuje koszulki zwane t-shirtami. Projektuje i wysyła do drukowania. Tak, ubrania w znacznej mierze się dzisiaj drukuje. Można ubrać się od stóp do głów w rzeczy zaprojektowane przez siebie. Przynajmniej jeśli chodzi o motywy i kolory. Kroje też można projektować, ale przecież trzeba zostawić przestrzeń dla projektantów mody. 

Ale by nie było o tym, o czym nie miało być... Pora wspomnieć, że ten grafik, już tylko w samych slipkach, poczuł się jakoś nieswój. Nie, nie chodzi tutaj o widoczne gołym okiem zwyrodnienie kręgosłupa, zespół cieśni nadgarstka czy repetitive strain-in jury syndrom, czyli zespół urazów wywołanych jednostronnym, chronicznym przeciążaniem kończyn górnych na odcinku dłoń-bark. Nasz bohater dba o zdrowie. Zorganizował sobie ergonomiczne środowisko pracy. Wykonuje ćwiczenia fizyczne, jeździ na rowerze. I sylwetkę, jak na podstarzałego grafika powiem wam, ma całkiem całkiem.

Ale nie o tym miało być. Przedmiotowy grafik poczuł się dziwnie... no właśnie... rozgląda się dookoła, a tutaj... Dziara goni dziarę. Są wszędzie. Na kończynach dolnych i górnych. Na łydkach i bicepsach. Na szyi, barkach, plecach, żołądku, tzn. brzuchu raczej i pośladkach. Wszędzie. Nierzadko kilka. Małe i wielkie. Tatuaże. Kiedyś to było coś. Człowiek z tatuażem na ciele robił szum. Przyciągał wzrok. Intrygował. Był kimś niezwykłym. A dzisiaj? NIe ma co ukrywać, grafik poczuł się dziwnie, że sam, będąc grafikiem, nie ma żadnego tatuażu! A tak. I tak miał wrażenie, że wszyscy się na niego gapią i szydzą: [Patrzcie, co to za dziwak, nie ma żadnej dziary, że też dzisiaj jeszcze takich ta ziemia nosi]. Heh, głowę zwiesił niemy.

Z punktu widzenia zawodowego czy technicznego taki tatuaż, to masa pracy graficznej. I pod kątem graficznym i poligraficznym. Bo samo wykonanie tatuażu to wprowadzenie tuszu do skóry właściwej, aby zmienić pigment skóry. Można powiedzieć - drukowanie na skórze. Same wzory to często dzieła sztuki. Niezwykłe historie opowiedziane rysunkiem, który dodatkowo musi współgrać z ciałem. Tonacją skóry i kształtem ciała, które przecież się zmienia. I tak to wytatuowani gapili się na grafika jako na wybryk bez tatuażu, a grafik gapił się na tatuaże. Oczywiście, że na tatuaże. Wiadomo, że na tatuaże. Ale o tym innym razem.

POISON [FLEKS & INKS]
inspiracja: POISON [FLESH & BLOOD]

A tymczasem niech zabrzmi Poison i [Flesh & Blood]. Wspaniały rock z 1990 roku. Z nurtu glam i hard. Wraz z tym albumem przyszła sława, kasa i ogromna popularność. Ale zasłużenie. Jako ciekawostkę dodam, że do składu Poison nie załapał się sam Slash - tak, ten od Guns N’ Roses. Potem przyszły nałogi, niesnaski - ot typowa historia rockowego zespołu. Co ma Posion wspólnego z tatuażami? Wiadomo, muzycy takowe posiadali. I właśnie jeden z nich jest na okładce [Flesh & Blood]. To ramię  perkusisty Rikki Rocketta z nazwą zespołu i tytułem płyty. Początkowo miało to być zdjęcie tatuażu tuż po jego wykonaniu, ale zaczerwieniona i krawiąca skóra niezbyt dobrze się prezentowały, dlatego pozostała ugrzeczniona wersja, bez tych ekstremalnych dodatków. A grafik pozostał bez tatuażu. Ale z mocnym postanowieniem, że następnym razem przed wyprawą na plażę wypożyczy od swoich dzieciaków jakiś wodny tatuaż i zaszpanuje. Ot co. A potem szybko wyszoruje. Patrzcie, jaki to cwaniaczek. 

Z graficznym pokręceniem / podstarzały graFIK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Another Breaking The Wall

The great wall‑building frenzy of the 5th Kokotower Olympics is in full swing. No world record yet this year, but we’re getting some wild cr...